Piesek nr 8

Już po weekendzie, który minął pod znakiem aktywności fizycznej. Spacerowaliśmy cała rodzinką, biegałam trochę. Nasz mały Łukaszek po raz pierwszy obtarł sobie kolanko, aż mamie serce bolało jak trzeba było je zdezynfekować. 


Ale jak obiecałam sobie, że po weekendzie biorę się za ostatniego pieska, żeby prezencik był gotowy przed czasem. Nie lubię robić czegoś na ostatnia chwilę, bo i tak się nie wyrobię. Jak widać na zdjęciu poniżej, trochę nie wyraźnym, bo mój asystent od wszystkiego skutecznie zasłaniał światło. A po zrobieniu nawet pojedynczego zdjęcia muszę mu pokazać jak się prezentuje obrazek na wyświetlaczu, a on przy każdym zdjęciu pyta „to to?” Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, co to?, Bądź, kto to? Teraz pranie a ta cała reszta.


Łukaszek pomaga mamie i tacie we wszystkim i fascynuje go wszystko, co robi mama bądź tata. W przypadku taty uwielbia jak się robi w domu jakieś rzeczy remontowe i skrzynka narzędziowa jest w zasięgu małych raczek. W przypadku mamy fascynują go moje przydasie do haftowania, a najbardziej pudełko z mulinami. Te liczne kolory i fajnie się ciąga za sobą bobinkę, z mulinką, która tak cudnie podskakuje i się rozwija. Zaobserwowałam to w trakcie haftowania ostatniego pieska. Robiłam to, gdy asystent od wszystkiego był na popołudniowej drzemce. Dzieciątko obudziło się z płaczem, więc nie zdążyłam schować pudełka z mulinami i zupełnie o nim zapomniałam. Gdy sytuacja płaczu została opanowana, zajęłam się obiadem, nadal zupełnie nie pamiętając o mulinach. Nagle Łukaszek biega jak szalony z wspomnianą wcześniej bobinka i się śmieje. I tu nawiązuję z nim dialog:
- Łukaszku gdzie wziąłeś niteczkę?
- tiu (tu) – pokazuje mi pusty organizer po mulinach
- syneczku, a gdzie są mamy niteczki?
- nena (nie ma)
Myślę sobie to widzę, że nie ma, ale gdzie są. I w tym momencie moim oczom ukazuje się widok moich mulinek na dywanie i ponownie słyszę tiu.




Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać, jakby mało było roboty to trzeba jeszcze mulinę poukładać. Ale dzięki tej akcji pomocnika mulinka poukładana po numerkach. 


 W sumie dobrze, że ostatnio nie kupuje da dużo nowych mulinek, tylko wykorzystuje te, które posiadam. Jakbym miała ich więcej do układania to dziękuję. 

5 komentarzy:

  1. Piesek fantastyczny, a co do łobuziaków, to ja moje zasoby też muszę chronić, bo jakby dwa ancymony się do niej dorwały to bym układała ją dwa dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale szczerze to życie było by nudne beż nich i miały byśmy za dużo wolnego czasu,jeszcze by jakieś głupoty przyszły by nam do głowy :)

      Usuń
  2. Cudne są te pieski :) ciekawe jak wygląda całość na szczęście już niebawem zobaczę :) Mali pomocnicy są wspaniali moje Szczęście jak jeszcze nie używałam bobinek wykradał mi opaski z numerkami i nazywał swoimi pasażerami :) Wystarczy chwila nieuwagi......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tez kiedyś sciągną mi numerki z mulinek i musiałam mu je odebrać po ty by sprawdzić w internecie jaki numerka ma dana mulina. Na szczęście nie było podobnych kolorów i jakoś dałam radę. Cierpliwie już niedługo zaprezentuje całą zgraje piesków :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny na Mulinkuje i za wszystkie komentarze.
W razie pytań, odpowiem bezpośrednio pod Twoim komentarzem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...